Impresja Lwowska
Do Lwowa chcę jechać zawsze... jakaś siła, potrzeba, pcha mnie na wschód a zwłaszcza do Lwowa.. Nic tam Praga czy Kraków... Ni ma jak Lwów!!
Wyruszyliśmy
z moją najcierpliwszą z kobiet :) pociągiem z Rzeszowa o 06:17 (20 zł).. eeee..
tzn. 06:25 bo oczywiście nie da się z Wrocławia przyjechać punktualnie...
pośpiesznym do Przemyśla. W Przemyślu byliśmy o 7:40. Z peronu udaliśmy się
szybciutko (zimny poranek sierpniowy!!) w kierunku dworca PKS, gdzie stoją busy
do Medyki (2 zł). Po drodze pokonujemy uśmiechem proponującego za 45 zł. od
osoby podwiezienie do Lwowa osobnika i... siadamy w ciepłym samochodzie... Po
chwili ów zapełnia się bardzo i .. zaprzyjaźniając się z chłopakiem z
Wrocławia (błyski w oczach najcierpliwszej z kobiet świadczą, ze przystojny!)
jedziemy na granicę. Atmosfera robi się coraz bardziej nerwowa proporcjonalnie
do przybliżającego się widoku aut, TIRów i samej granicy.... Czemu ?? Tak już
jest... dojeżdżamy po 10 minutach.. Wysiadamy i już w trójkę :), idziemy na
przejście piesze... po około 150 metrach wchodzimy na granicę.. Po Polskiej
stronie miło i kulturalnie.. teraz trzeba dojść do Ukraińskiej strony... zero
kolejki, mało ludzi.. jest prawie 8.. czyli 9 czasu ukraińskiego... dochodzimy
do budki .. sprawdzanie paszportów.. klepanie po klawiaturze.. i.. Ukraina
Witae Was.. :) a na przeciwko za siatką grupy 20-30 osobowe
z reklamówkami, przeważnie kobiety, stojące pod obstawą „patelni” czyli
pogranicznika z rondem czapki jak patelnia! Czekają na możliwość wejścia do ..
Polski !!! takich grup naliczyłem 5.... No cóż... już się lepiej poczułem, że
nie jest tak źle w Polsce.. :).. idziemy... dochodzimy po 200 metrach do bramki
ostatniej..
i .. tu spotyka nas niemiła rzecz.. otóż mała wrzeszcząca na oko 17-latka chce
po 12 hrywien na ubezpieczenie. Wisi neon UkrMedStrach, i trzeba wykupić
ubezpieczenie!! Jest to nielegalne ale.. kolega Z Wrocławia pokazuje swoje
ubezpieczenie, zresztą On jest tranzytem do Rumunii!!! Nie ma szans każda próba
interwencji kończy się potokiem słów z automatu mowy tej małej... służbistki..
Płacimy.. podpisujemy i dostajemy żółtą książeczkę (po ukraińsku, niemiecku
i angielsku).. ciekawe kiedy Oni widzieli na tym przejściu Niemca czy Anglika
?? I już wkurzony.. ale głaskany przez najcierpliwszą z kobiet idziemy szukać
marszrutki do Lwowa.. Zaczepiający nas człowiek oferuje nam samochód do Lwowa
za.. 20 Dolarów!! Czyli 100 hrywien!! Odpowiadam, ze za te pieniądze dojdę na
nogach!! Jest przystanek. Jakieś 150 metrów od granicy.. Stoi marszrutka ..
czyli bus.. :) kierowca pali papieroska.. ile do odjazdu 5 minut.. Ładujemy się
do środka. Na tylne miejsca, otwarte okno!! Pięknie.. kierowca kasuje po 6
hrywien!! 6 czyli około 5 zł, od osoby i.. jedziemy.. jest po 9.... ukraińskiego
czasu.. Po drodze ucinamy sobie pogawędkę z wrocławianinem, który opowiada o..
Meksyku.. :) a potem z poznanym młodym człowiekiem, który opowiada o problemach
ze sprowadzeniem 6 samochodu z Niemiec i możliwością kupna samochodu bez
papierów za 600 USD.. dzwoni najnowszy model komórki, ubrany w koszulę i dobre
spodnie.... oraz o tym, że pracując za 400 hrywien miesięcznie w firmie
handlującej częściami zamiennymi do Ził-ów stać go na to wszystko.:). A teraz
marzy o Alfie-Romeo, którą widział w salonie w Rzeszowie.. jak go znam, będzie
ją miał!:). Na przedmieściach Lwowa po lewej stronie mijamy duże
przedstawicielstwo Daewoo (cóż gdzieś to trzeba sprzedawać!!), po prawej
lotnisko (słynne z pokazów zakończonych tragedią). Podróż mija szybko i około
11 zajeżdżamy pod główny dworzec kolejowy.... Idziemy na przystanek tramwajowy
i.. mamy 1 lub 9... wsiadamy w .. 9.. i słusznie, bo jedzie do centrum ale...
dookoła.. jak nam tłumaczą dobrzy ludzie.. płacimy do fartuszka po 50 kopiejek,
dostajemy bilet i.. zwiedzamy przez okna Lwów.. Ludzi coraz więcej, a
kobieta-bileterka ciągle mówi, żeby pieniądze podawać jej do tyłu.. i ludzie
grzecznie podają.. i nawet resztę wydaje!! Naprawdę 97% skuteczność!!! (nie
wzięła pieniędzy od wrocławianina, co nas wkurzyło!!;). Już dojeżdżaliśmy do
znanej okolicy gdy.. tramwaj się zatrzymał.. korek.. zatarasowane torowisko..
wyszedł szofer i .. międzynarodowym gestem pokazał, że nie jego wina...
Wyszliśmy, przeszliśmy placyk z Korolem Daniłą i.. jesteśmy u stóp Mickiewicza..
tam rozstaliśmy się z wrocławianinem (błyski w oczach najcierpliwszej z kobiet
ustały), który poszedł z poznanym pod pomnikiem Polakiem na nocleg... Udaliśmy
się w poszukiwaniu karty telefonicznej, aby zadzwonić na nasz nocleg, do Galiny.
to klucz .. do bramy
;):)
Miejsce pierwszorzędne.. tuż przy Teatrze Opery i Baletu, tu troochę nerwów.
nasz nocleg....
miejsce.. no comments.. :):):)
Bo karty nigdzie nie można kupić... jak już do za 13 hrywien na 290 impulsów bodajże.... i taką kupiliśmy.. potem kilka budek.. parę osób pomagało wykręcić numer.. i.. jest!! Komunikacja pełna.. Czekamy pod Operą... Po kilku minutach. Jest punktualnie 12, z bramy wychodzi Galina.. :) tak! Machamy i idziemy na nocleg.. Mamy duży pokój za 30 hrywien od osoby za noc.. czyli ok. 6 USD i łazienką i kuchnię.. ;):) zresztą zobaczcie sami.. ;)
pokój; piec drzwiczkami
z herbem LWOWA!!:)
kuchnia z widokiem na łazienkę :) cóż.. przyjechaliśmy zwiedzać nie mieszkać!!!
:) Mam pozwolenie od Galiny na przekazywanie numeru telefonu do Niej dla
turystów! GG:3006029.
Płacimy z góry, częściowo dolarami... i.... padamy na łóżka...Przejazd kosztował nas 22 złote + 18,5 hrywny. W sumie ok. 40 zł. a bilet na autobus z Rzeszowa do Lwowa kosztuje 35 zł.. :):).... Czas zjeść moje ulubione pieriemienie.. czyli pierożki z surowym mięsem + pieprz + ocet !! Cena takiego dania ok.3-4 hrywien. Kwasy chlebowe: Jarilo „zimne Słońce” – 4 hrywny, Olimpia – ok. 4 hr., Premiera – 3,5, Rosinka – 3,4 –ceny za 2 litrowe butelki. Kawa w ormiańskim zaułku DZYNGA, ok. 4,5 hr, herbata 9z miętą i miodem) - 2 hr.!!! Za to LEW ormiański kamienny (??0 kosztował 6250 hrywien czyli 1200 dolarów!! Poza tym żywimy sią na bazarze za Teatrem...
Tu kupić można
wszystko.... do jedzenia. :)
pomidorami, ciemnym pieczywem i.. ARBUZAMI !!! 1kg = 1hr. Arbuzy są..... najlepsze, najsłodsze i etc.. .. jakie jedliśmy z najcierpliwszą z kobiet. I mają mniej pestek!!! Chleb+arbuz+pomidorki = ok.6 hrywien.!! Poza tym, jest wszystko.. serki topione, jogurty Dan...a za 450 ml. 4,5 hr!!!! Czekolady Switoc za ok. 2 hr. POLECAM!! (Belgowie wykupili tą starą firmę, i wprowadzili swoją technologię!). naleśnik w sieci barów (z Indianinem) z sałatką krabową, kukurydzą i jajkiem – 6 hr, sałatka krabowa 4 hr. Urządzenie to parzenia kawy po turecku, czyli kawy z piasku.. ZNALAZŁEM!! Ale. za prawie 300 hrywien i wiieelkieee , do baru raczej niż do domu.. cóż... może kiedyś.... najcierpliwsza z kobiet powstrzymywała mnie przed różnymi dziwnymi jej zdaniem zakupami.. a to mundur oficera Armii Czerwonej.. a to. Pałka drewniana Chmielnickiego czy.. tym podobne.... za to nie upilnowała mnie i kupiłem sobie piękną deseczkę do krojenia.:) i kubek MILICJI DROGOWEJ!! Ha! Wejście do Muzeum Królewskiej Kamienicy 1 hr., możliwość fotografowania 3 hrywny, a przewodniczka w języku prawie polskim 8 hr. Warto wziąć uroczą panią, ponieważ otwiera każdy możliwy eksponat i można dotykać!!!!:):). Sa też dwa McDonaldy,
:):):)
wszędzie dostaje się osobno cukier i cytrynę. Także.. poprawiło się!!! Wieczorami... ciemno... ale za to za dnia się paliły latarnie.. także norma wyrobiona!! Życie wieczorne toczy się na Prospekcie Swobody, gdzie emeryci grają w szachy i domino, młodsi oglądają się za płcią przeciwną, zakochani spacerują z najcierpliwszą z kobiet :) i podglądają miejscowych.. :):):). A jest na co popatrzeć... kobiety .. ech... piękne, modnie ubrane i.. jakby prosto od fryzjera!! Warto pójść do fryzjera we Lwowie bo.. woda jest.. od 6 do 9 i od 18 do 22 ale za to zimna!!! I tak już od lat kilku.. Wyczytałem, ze do 2008 ma się zmienić, bo potężne fundusze pompuje bank Światowy na zmianę tego stanu. Ale.. jakoś w to wątpię.... Cóż wracajmy do kobiet.... :) już mniej zauważałem piękności miejscowych.. jakieś 80% ogółu.. i tylko szczękanie zębami i „jak one tak mogą” i inne komplementy rzucane przez najcierpliwszą z kobiet przypominały mi o obecności w/w. ..:) Za to w niedzielę widzieliśmy wreszcie murzyna i kilku azjatów!! Śmiejemy się, ze wyszli z fabryczek okolicznych na dzień wolny od pracy.. :). Akuratnie odbywał się we Lwowie, Pierwszy Międzynarodowy Zjazd Świadków Jehowy na Ukrainie i.. Polaków było w bród... i każdy z parasolem.. choć żar się z nieba lał.. nie wierzą prognozom pogody ??? Już za to powinni zweryfikować ich wiarę :):) Śmialiśmy się długo. Do czasu.. gdy w sobotni wieczór.. spadł ..DESZCZ!!! taak. Te kilkanaście kropel przez 5 minut zrekompensowało czekanie i noszenie parasoli.. Wszyscy Świadkowie wyciągnęli w geście tryumfu swoje ochraniacze przeciwdeszczowe.. :):) I tak chodzili w grupach zwiedzając.. konkurencję.. :) czyli kościoły i etc.. :) Cóż .. 4 dni minęły szybko.... i trzeba było wracać... i sprzedać tą cholerną kartę telefoniczną!! Udało się.. za 5 hrywien.. zawsze to na kwas i czekoladę.. :) (zresztą malinowa była nieświeża, weź pan z orzechami, jak lojalnie ostrzegła pani ze sklepu) .a !! I jeszcze zakupy.. :). Tym razem bez alkoholu.. :) tylko małą butelkę w kształcie kobry -15 hr,!!:) i kieliszek – 7 hr., z flaszeczką Atamana Chmielnickiego 0,22l, - 14 hr., i duużo kwasu chlebowego.. w sumie 6 litrów.. deseczka do krojenia 20 hr., na szkle malowane 2 obrazki 20 hr. Sztuka, koszulka z Lwowem 15 hr., kubek milicji chyba 10 hr., i matrioszki dla najcierpliwszej z kobiet za 15 hr,
matrioszki... nawet z...
Putinem i Bushem !!
to chyba tyle. :) a . można pomyśleć nad wywołaniem zdjęć we Lwowie. Kodak to ok. 50 kopiejek za odbitkę czyli ok. 40 groszy! Ja niestety za późno pomyślałem.. ale w przyszłości.. :):) Powrót Gródecką marszrutką, bo z bagażami ciężko...pod dworzec... ostatnie zakupy, zdjęcia.. i ok. 14 powrót do Szegini, ze stanowiska numer 6 !!!! Za 6 hrywien. :) które odłożyliśmy i.. po 1 hrywni na granicę, żeby wyjść z Ukrainy!! :) i wrócić hehhehehe taka lokalna, świecka tradycja :). Dojechaliśmy na 16 czasu ukraińskiego, przeszliśmy bez problemów, ludzi mało (niedziela) ostatni kwas dokupiony.. :) i.. po odmłodzeniu się o godzinę po 15 naleźlismy się w Medyce..
Przejście piesze Medyka- Szeginie w oddali widać lampy ścieżki pomiędzy Polską a
Ukrainą. Niedzielne popołudnie jak widać ruch trwa....
z uśmiechem patrząc na polską ziemię, wdychając jakby inne powietrze.. słysząc znajomą.. ukraińską mowę.. :0 czekamy na busa.. tłumek mały. Nie załapaliśmy się na pierwszy.. pojechaliśmy po 20 minutach... do Przemyśla.. teraz godzinka do pociągu.. LODY W DOMINIE!! :) na Kazimierzowskiej obowiązkowo!! Gazety z piątku.. i wracamy.. osobowym (10zł) do Rzeszowa.. przytulając się do najcierpliwszej z kobiet..... Ponieważ MY LWY lubimy pieszczoty.. :):)..... i koniec tej opowiastki... na razie.. w czwartek 02 października 2003 roku.... znów jadę do Lwowa... :):) i wezmę aparat!! :)