Przebiegam wzrokiem po pieczątkach wbitych w paszport. YKPAINA dominuje. Liczę.. OCZKO!! 21 wyjazdów. Jest pretekst do podsumowania i garści aktualności czy przemyśleń. We Lwowie byłem pierwszy raz mając 2 latka. Oczywiście, że nie pamiętam. Później, w 1991 jeszcze za Sowietów - pamiętam duszną marszrutkę z Mościsk, skąd z wujkiem, Stanisławem Ziobrą, u którego mieszkaliśmy i tatą jechaliśmy, i wrzask babuszek, które nie pozwalały otworzyć czy nawet uchylić okna. Ze Lwowa zapamiętałem ubikacje w Teatrze Opery - takie "francuskie" czyli dziura w podłodze i drzwi jak w saloonie kowbojskim. Pamiętam jak jechaliśmy trolejbusem na Łyczaków i spadła ta uprząż do sieci podłączana i jak wyszedł motorniczy, ubrał rękawice i podpiął z powrotem i pojechaliśmy. Pamiętam pomnik Mickiewicza, Hotel George i... wielki Uniwermag w centrum i tłumy ludzi kupujących wszystko co aktualnie dostarczano. Wujek się denerwował bo nie wziął Kuponów czy Kartek. a obowiązywały jeszcze wtedy ruble radzieckie... Pamiętam, że jedyny bez tych kartek w sklepie stał samotnie na półce... zegar Statua Wolności z napisem LIBERTY. Piękny. Kupiłem go jako pamiątkę z Radzieckiego Lwowa... A było to lato 1991-roku i wolność stała u progu.
Po Żydowskim Lwowie już niewiele zostało, napis na murze - reklama sklepu ??
Później długa przerwa i od 2002 roku zaraziłem się Lwowem już do chwili obecnej. Pieszo, autobusem, pociągiem, a teraz busem, przekraczam granicę. Zawsze ma to swój urok, nerwy i sporą porcję narzekań, przekleństw, rzucanych klątw i ogólnego złorzeczenia. Kiedyś wyłącznie przez Medykę czy to pieszo czy kursowym autobusem Rzeszów - Lwów, który jeździł swego czasu tylko dlatego, żeby koncesji nie stracić, a przynosił straty. Raz jechaliśmy z kierowcą w 4 osoby!! Teraz linia ożyła i w 2006 roku już 29 osób jechało średnio jednym kursem! Pieszo - TAM, nie jest źle. Jeszcze lekkie nerwy cyz tuż za przejściem nie złapią na MEDStrach czyli ubezpieczenie medyczne, i 12 hrywien za bezdurno trzeba płacić. Kłócić się można, ale jak mundurowy w patelni paszport zabierze no to szkoda zdrowia i czasu, bo marszrutka może uciec! Dobra była taktyka na pomoc w niesieniu toreb ukraińskim babuszkom. Pomogłem tka kiedyś emerytce z Sambora i jako Ukrainiec przeszedłem koło czujnego cerbera od opłat, rozmawiając po ukraińsku, nie wzbudzając podejrzeń...
Za to niejako w rewanżu za wizy, Ukraińcy wprowadzili Imigracyjną Kartkę.
Tak wygląda w wersji z 2007 roku. Wypełnia się lewą i prawą stronę
identycznie:
1. Nazwisko
2. Imię
3. Obywatelstwo
4. Data urodzenia
5. Płeć
6. Seria i numer paszportu
7. Typ wizy - nas nie obowiązuje
8. Dzieci - jak są wpisane w paszport - też chyba już nie obowiązuje
9. Cel przybycia - ja wpisuję miasto np. Lwów - turystycznie trzeba dodać.
10. Numer rejestracyjny samochodu jakim wjeżdżacie, czy to autokaru czy innego.
Oczywiście pieszo nie obowiązuje!!
11. Miejsce do którego się udajecie. Ja wpisuję np. Lwów, Prospekt Swobody
43. Koniecznie numer trzeba podać, bo oddadzą i każą dopisać :)
12. Podpis wypełniającego.
Przy powrocie kartka będzie Wam odebrana :). A ponoć miała być ważna 3
miesiące.. Ale wiele
Ale powroty to już loteria. "Mrówek" mnóstwo i nerwowo na granicy. Raz
brałem udział w szturmie na przejście, raz koczowałem z wszystkimi przy ognisku
posilając się przemycanym alkoholem (od kobiet oklejonych woreczkami ze
spirytusem pod biustem i w pasie) i paląc papierosy upychane w butach (2
paczki do
"adidasa" wchodzą), obwiązane kostki nóg w luźnych dresach nie widać! Oklejone
ciało paczkami eLeMów, Prim, Marlboro, Cameli do koloru do wyboru.
Wracałem też ukraińskim autobusem kursowym. Kierowca, kobieta młoda jadąca do
siostry do Niemiec, starszy mężczyzna i Ja wyjechaliśmy ze Stryjskiego Dworca.
Wcześniej w sklepie próbowano mnie okraść, ale czujny Anatolij przepłoszył
chętnego na zawartość mojego plecaka. Wcześniej gdy przyjechałem na ten dworzec
próbowano mnie okraść w trolejbusie :). To była jedyna moja wizyta na Stryjskim
Dworcu. Nie jest źle! 4 osoby! SUPER! Można jechać! Będzie lepiej na granicy!!
Zadowolony wracałem i fotografowałem Lwów, zima była i samo wyjechanie z miasta
zajęło nam sporo czasu. Obwodnica w remoncie, jechaliśmy przez centrum.
Dojechaliśmy do Zimnej Wody, do ronda i.... radość moja się skończyła. 43
kobiety wparowały szczęśliwe do autobusu, każda obowiązkowo z BOSSEM lub
dwoma ściskanych w dłoniach i zaczęło się. Obwiązywanie ciała paczkami
papierosów taśmą klejącą. Dźwięk ten towarzyszy mi do dziś... Na granicy nerwy,
zbieranie na łapówkę dla celników Ukraińskich po 3 hrywny - od naszej 3 nie
brano - no i atmosfera niczym w thrillerze. Jaka zmiana, puszczają czy
obszukują. Widać, po każdej z nich, że Coś Przewozi Ponad Normy. Na przejściu,
po polskiej stronie, wychodzimy z bagażami na odprawę celną. Ja idę pierwszy,
bez problemów, za mną blondynka ta do Niemiec, potem ten starszy i... nic. Baby
nie chcą poddać się kontroli!! Trwa to kilka minut i ponaglane przez naszych
celników wykładają torby. Oczywiście, że widać po nich strach i nerwy i to, że
Coś ukrywają. Zaczyna się przepychanka, błagania, opowiadanie historii swojego
życia. Odbieranie paszportów, kierowanie na kontrolę osobistą cofanie na koniec
kolejki w celu ponownego podejścia (już po oddaniu, wyrzuceniu ponadnormatywnego
towaru). Tak się przekracza granicę Ukraińskim kursowym autobusem Lwów
-Przemyśl... O 12 ukraińskiego czasu, wyjechaliśmy ze Lwowa a na 18 polskiego
czasu dojechaliśmy do Przemyśla. Zimą. Wrrrrr...
ulica Gródecka, najdłuższa we Lwowie.
Teraz od 2006 roku jeżdżę BUSem wożąc chętnych do Opery i zwiedzania Lwowa. I przez Korczową-Krakowiec. Cywilizowane, duże przejście. Tylko drogowe - samochodowe. Nasi mili i pomocni w przekroczeniu granicy, odprawy odbywają się w pojeździe, bez pieczątek, szybko i sprawnie. Za to po wjeździe na Ukraińską stronę... Nie ma lekko. Każdy ważny, i każdy Zapracowany :). Pierwsze trzeba wypełnić druki Emigration Card. Głupota? Ba... Wprowadzono to jako odpowiedź na nasze wizy. Po wypełnieniu trzeba czekać aż ktoś mniej zajęty czy znudzony rozmową podejdzie po paszporty. ale nie zawsze! Ostatnio mam szczęście i szybko pojawiają się urocze blondynki, które z uśmiechem na ustach nas obsługują. Po oddaniu paszportów jeszcze kierowca musi załatwić pieczątki z mytnej kontroli i ekologii i możemy opuścić przejście, oddając na bramie kwitek z kilkoma pieczątkami.
Dojazd do Korczowej umila nam liczenie TIRów. Tutaj ponad 350 stojących w
kolejce na Ukrainę.
18.12.2006. (a ostatnio 20.05.2007, nie było w ogóle kolejki po stronie
Polskiej!)
Za przejściem jeszcze lekkie nerwy bo gazik stoi i nigdy nie wiadomo kogo zatrzyma i po co.... Ale jedziemy :) Bez opłat i w miarę szybko. Droga przez Szkło, Nowy Jaworów do Lwowa czyli jakieś, 70 kilometrów jest najeżona dziurami, wąskim poboczem, oraz spowalniaczami przez 2 wsie położonymi. Trzeba uważać!!
Człowiek bezsilny wobec natury... krowiej (w tym przypadku najpopularniejszy
rodzaj transportu BeeMWu; w tle spowalniacze!!)
Do Lwowa (od Korczowej) się wjeżdża od strony ul. Szewczenki i Janowskiego Cmentarza. My jedziemy od razu na Łyczaków. Zwykle jesteśmy około południa ukraińskiego czasu, wyjeżdżając około 06 rano. 5 godzin ze zmianą czasu i granicą, to dobry wynik. Jak z Rzeszowa do Krakowa np. do Ikei dojazd! :)
We Lwowie mnie mierzi wszechobecne palenie papierosów. Kupowane wszędzie, na
sztuki, paczkami, tańsze od gazet, towarzyszą i młodzieży i kobietom i emerytom
grającym na Prospekcie Swobody. Ciekawe czy można dostać gdzieś jakieś wyniki
badań ze szkół i uczelni na temat palenia papierosów. Chętnie bym się zapoznał z
tymi danymi!
Picie piwa z butelek siedząc na ławkach też jest powszechne, ale tu tutaj
przynajmniej zarabiają Ci, którzy te butelki potem wyławiają i oddają do sklepu.
Sklepy w centrum, przynajmniej spożywcze to jest relikt minionej epoki. Polacy
sobie chwalą takie jedno miejsce, mordownia straszna, gdzie na stojąco można
wypić piwo i popatrzeć na... Operę przez szybę w oparach piwnych. Jak w pijalni
piwa z lat 80-tych u nas. A to centrum miasta! Lwowa! Ech.. 2 sklepy spożywcze
zaopatrzone głównie w alkohol, słodycze i czasami w podpitą ekspedientkę :).
Znacznie ładniej wyglądają perfumerie, sklepy firmowe i etc. Pełen wypas i ceny
też zaokrąglone...
Ani w Lewo, ani w Prawo... Prosto? Też nie bardzo
bo zastawione!!
We Lwowie kierowcy jeżdżą jak się da. Dominuje zasada; większy i droższy ma pierwszeństwo. A piesi są wszędzie i niekoniecznie widzą kolory świateł. Najbardziej żal ścisłego centrum, gdzie tylko w niedziele i święta zamykają ruch.
Jak już się trafi rowerzysta, to pod prąd jedzie :)
Rowerzystów to ja przez te lata
widziałem... kilku. Odważni znaczy się. Już lepiej zabrać rower na dach
samochodu i pojechać poza Lwów lub do parku Zniesienie. Nie znam nikogo ze
znajomych, którzy by jeździli rowerem po Lwowie!!
Ludzie są przyjaźni, chociaż człowiek orkiestra lekko upierdliwy i głośny...
Ale się stara i wygrywa na akordeoniku i trąbce np. My I Brygada młodym parom lub polskim turystom. Warto za te starania Go wynagrodzić!!! :)
Przechodzę przez tą uliczkę praktycznie zawsze jak jestem we Lwowie. Zawsze czujnie. I dopiero ostatnim razem zauważyłem...
polskie napisy, reklama sklepu. Przedwojenne - to pewne! Szkoda, że.. a może i
lepiej, że niezauważone, może przetrwają dłużej... :)
Za to pod Fedorowem można kupić czasem polskie gazety i książki. Piszę czasem,
bo niekoniecznie zawsze!
Gazeta Lwowska z 1875 roku około 25 hrywien za egzemplarz.
Nie kupiłem, bo sprzedawca był nie miły. Cóż. Niech mu mole czy inna swołocz
zeżre! :) Klątwa rzucona!
Za to nie przetrwały odkopane przy okazji remontu Rynku podziemia, ponoć z epoki Daniły, ale.. pomimo sprzeciwów środowisk akademickich, naukowych, historycznych i wielu wielu innych, władze postanowiły zasypać i zostawić w cholerę te ciekawe odkrycia. Śpieszono się na rocznicę750-lecia miasta, terminy napięte a i nie wiadomo co by się tam odkryło. Cóż. Władza ma to do siebie, że nie myśli...
Na szczęście przetrwały Lwowianki, i choć coraz mniej "zabytków" na ulicach to i
tak jest miło :)
Jak widać dla chcącego nic trudnego.... :)
Tylko we Lwowie.....
Czanaki i Pielmieni - to jem obowiązkowo. Czanaki to tatarskie (?) gruzińskie (?) danie z cielęciną, ziemniakami, fasolą, czosnkiem i etc. Bardzo energetyczne i pikantne :) a pielmieni to pierożki (jak nasze uszka) z mięsem i przyprawami. Koniecznie jedzone z pieprzem i pokropione octem.
Warto poszukać dobrego jedzenia :). Polecam Bar Citrus na ulicy Szewskiej - tuż przy Kolegium Jezuickim.
Kopalnia Zdzieszowice??? Światełko w tunelu ?? :)
Niee.. to widok po przekroczeniu bramy w kamienicy w Rynku. Odważni niech
próbują! Czasem można tam spotkać pijaczka, narkomana, a czasem kota... Tym,
którzy chcą mieć dobre wspomnienia ze Lwowa odradzam wnętrza tych wspaniałych z
zewnątrz kamienic :)
We Lwowie można mówić po polsku, angielsku, niemiecku, po ukraińsku oczywiście byłoby najlepiej, ale uważałbym z rosyjskim. W mieście gdzie ukraińskość jest mocno manifestowana a w sklepach z pamiątkami można kupić koszulkę z napisem "Dziękuję Tobie Boże że nie urodziłem się Moskalem", no to daje do myślenia. Ostatnio Radni Miejscy zastanawiają się czy by nie zburzyć wielkiego panteonu Chwały.
Na szczęście znajduje się On poza odwiedzanymi przez turystów
miejscem, i jakoś specjalnie nie przeszkadza. Aczkolwiek rzeźby są piękne
i robi całość wrażenie!! Za to uchwalono przegląd pozostałości po Systemie. Ja
taki przegląd zrobiłem kiedyś szukając na własną rękę i.... tylko na Gródeckiej
znalazłem gwiazdę sowiecką. Innych Symboli w centrum nie stwierdziłem :). Bo u
Nas w Haliczynie (Galicji) to się pierwsze ustawy zza biurek pisze, a potem się
sprawdza, czy mają sens.... A sprawozdania musze zawierać Słuszność Hipotez...
He he he ...
Aczkolwiek, jak opowiadał mi znajoma pani z WERNISAŻU,
przyjeżdżają rosyjskojęzyczni Ukraińcy i czasami wręcz są oburzeni i żądają,
żeby mówić w języku rosyjskim, jakim oni całe życie się posługują i innego nie
znają!! Na delikatne prostowanie, że to Ukraina i Ukraiński obowiązuje, niemal
dochodzi do rękoczynów!!
Moja znajoma ma stoisko vis a vi Cerkwi Przeobrażeńskiej, w ostatnim szeregu
budek. Jest emerytowaną pracownicą naukową i ma niecałe 100 dolarów
emerytury (pensji).
We Lwowie odbyło się wielkie liczenie.. Lwów :) Naliczono około 2500 symboli lwa w architekturze miasta.
Jak widać renowacje trwają. Zdjęcie po lewej z 2004 roku, po prawej z 2007. Nowa
rynna!! :) No nieee... Odnowiony Dwutułowiowy lew (dwuzadny jak mawiają we
Lwowie!)
z odrestaurowanym napisem T.W. 1786 Jak widać zaciek przy oknie przetrwał prawie
taki sam :). Znajduje się on na budynku numer 11 na rogu ulicy Halickiej i
Starojewrejskiej. Restaurowali go fachowcy z Warszawy i Politechniki Lwowskiej.
Jak podaje gazeta "Wysoki Zamek" Dwa i pół tysiąca LWÓW na budynkach, w
parkach, w drzwiach... Małe i duże, złe i dobroduszne, z herbami i bez,
kamienne, metalowe i drewniane... A odnowienie jednego to koszt około 3000
euro". Dobrze, że czuwają nad tym rodacy!!
W "Wysokim Zamku" czytam: Wiktor Andrijewicz Juszczenko oddał Sto Tysięcy hrywien na dzieci... 50 tysięcy - Andrijowi (syn), a 50 między swoje młodsze córki podzielił :)
"Tyle jest gwiazd,
Tyle jest miast,
Wszędzie znajdą cię piosnki tej słowa,
Idź w świat, gdzie chcesz,
Rób, co umiesz, jak wiesz -
Chcesz być młodym znów - wróć do Lwowa. (M. Hemar)
A nie jak śpiewa moja zresztą ulubiona Tercja Pikardyjska - "chcesz szczęśliwym być jedź do Lwowa" w ostatnim wersie wrrrrr.... No cóż, historia, a historia Lwowa zwłaszcza jest przerabiana według potrzeb. Proszę przejrzeć przewodniki i książki o Lwowie wydawane na Ukrainie! Przykłady są wszędzie. Doklejony zawsze musi być jakiś Ukrainiec. Np. że pomnik A. Mickiewicza we Lwowie nie jest autorstwem Antoniego Sulimy Popiela ale WSPÓLNYM dziełem Jego i Mychajła Paraszczaka jego ucznia. Warto zauważyć, że sam Paraszczak nigdy nie pretendował do miana autora dzieła!
http://www.myslpolska.org/?article=442 ciekawa myśl o Ukrainie.
Tylko w tej budce Największy Wybór REKLAMÓWEK!!! Dobrobut - Krakowski Bazar.
Pani tyłem do nas, długo wybierała adekwatny "kuliok" czy "mieszoczek" zanim
dokonała zakupu.
Słynny BOSS też jest. Ale jak widać towar do koloru do wyboru !!!! :)
Pozdrawiam miłą panią za ladą :)
Żebym nie był posądzony o ukobiecenie i nie zachowanie proporcji, proszę:
Jakoś tylko na tym zdjęciu ująłem wzrok, tego przesympatycznego Człowieka.
Eksponuje tutaj siebie w "Przewodniku po Lwowie" wydanym przez wydawnictwo
AFISZA, na 17 stronie w polskim wydaniu.
Malarz, artysta, malujący tak jak Pan Bóg przykazał, w plenerze, na miejscu
Usiadłem i uciąłem mam nadzieję z wzajemnością miłą pogawędkę o sztuce, o
powiązaniach malarstwa z fotografią,
o życiu, o Lwowie.... Bo po co się spieszyć, lecieć, patrzeć na zegarek...
Się popsuł tramwaj ? Ba.. bywa. Jak może się popsuć, to czemu się nie ma
popsuć??!! Ale czy to problem?
Ostatnio wiele tych awarii w centrum miasta. Po wymianie torowisk. Ponoć lepsze
jest wrogiem dobrego :)
Nie spieszy się też ekipa kręconego filmu na schodach Dominikanów.
Od lewej: Oświetleniowiec - Aktorka - Reżyser
Zaciągnąć się rolą, wejść w postać czy grać przez siebie ??!!
W lipcu, we Lwowie mają kręcić "3 Muszkieterów" po 28
latach od premiery słynnej musicalowej wersji Rosyjskiej, 3 aktorów
odtwarzających główne role ma wcielić się jeszcze raz w Aramisa (Igor Starygin),
Atosa (Benjamin Smechov), Portosa (Walentin Smirnitski) i... D'Aartagniana (
Michaił Bojarski). Wtedy kręcono między innymi w Katedrze Ormiańskiej (która
była oczywiście zamknięta) oraz na lwowskich ulicach w Rynku.
Jak mawia reżyser Mosfilmu Georgij Jungwald Chilkiewich chce oddać
atmosferę filmu i pokazać piękno po latach.
Niestety bez Benjamina Smechowa, który od lat mieszka w USA.
Od 8 do 18 lipca będzie można szukać ekipy we Lwowie! :) Później będą kręcić
jeszcze w Odessie i Londynie. Ma powstaćpełnometrażowy film
i ośmioodcinkowy serial telewizyjny.
Jak się urodziło pod LWEM to się ma szczęście i się ogląda Kozaków odgrywających
Sprawę Pidkowy, Atamana kozackiego, który był głowę położył z woli króla
polskiego na żądanie Tureckie... Takie czasy były...
Szczęście na ulicy spotka się na pewno!! W sobotę obowiązkowo!!!
Szczęść Boże Młodym Parom!! (Obowiązkowo przy Matce Boskiej na Prospekcie
Swobody)
Na Prospekcie Swobody można z powrotem zobaczyć Drzewko Pamięci Grigorija
Gongadze (Platan Zachodni).
Pierwsze zdjęcie zrobiłem jesienią 2002 roku. Później zniknęło i drzewko i
kamień z tabliczką.
W czerwcu 2007 roku jest z powrotem i drzewko i kamień z tabliczką!! :)
Georgij Rusłanowycz Gongadze (Георгій Русланович Ґонґадзе)
(21.05.1969 – 2000) - ukraiński dziennikarz, pochodzenia gruzińskiego,
porwany i zamordowany w 2000 r. Jego zniknięcie stało się najgłośniejszą
zbrodnią polityczną tego kraju, kiedy Ołeksander Moroz opublikował tajne
nagrania, najprawdopodobniej wykonane przez majora Mykołę Melnyczenkę (oficera
SBU). W nagranej rozmowie prezydent Leonid Kuczma miał sugerować oficerom
ukraińskiej milicji porwanie Gongadzego. Skandal ten ("afera kasetowa", "Tapegate")
miał długotrwały wpływ na stosunki innych państw z Ukrainą. Ciało Gongadzego
odnaleziono w lesie niedaleko Kijowa; rodzina odmówiła uznania tego ciała za
ciało Georgija.
Jego żona Myrosława wraz z dwójką dzieci uzyskała azyl polityczny w USA.
Gongadze był założycielem serwisu internetowego Ukraińska prawda,
najbardziej wpływowej politycznej strony internetowej na Ukrainie.
16 września 2000 - ostatni dzień, w którym widziano Gongadzego żywego - jest
powszechnie uznawany jako dzień jego pamięci, nie ma jednak sądowego werdyktu o
okolicznościach jego śmierci.
Jest taki budynek we Lwowie, który żyje prawdą!!
MY NIE USŁYSZYMY PRAWDY DOPÓKI SAMI NIE ZACZNIEMY JEJ MÓWIĆ!
Cała Ukraina ma się składać na Pomnik Bandery we Lwowie... (na ul. Bandery, d.
Sapiechy, przy Politechnice)
Na razie można chodzić w koszulce "z Banderą - przyszłość"...
Ciąg Dalszy Nastąpi.......