Hmmm.. odwieczne pytanie.. Gdzie i najważniejsze Co zjeść.. Jeszcze
kilka lat temu ciężko było o jakiś wybór. Ot podstawowe zupy, drugie dania
i.. słodzona do granic cukrzycy herbata.
Dziś widać we Lwowie uwierzono w moc zarabiania pieniędzy na
turystach, zwłaszcza głodnych i wyczerpanych po całodniowym zadzieraniu
głów i przeżyciach duchowych. Pojawiło się kilkadziesiąt mniej lub więcej
udanych knajpek, barów i drogich restauracji. I tu od razu przeprosiny,
tych ostatnich jeszcze nie odwiedziłem, wybaczcie!! Przyciągają do siebie a to
wystrojem, a to bogactwem menu a to.. lokalizacją :).
Opiszę tu kilka lokali - do niektórych zostałem zaproszony przez moich Ukraińskich Przyjaciół, do niektórych zbłądziłem sam - oczywiście subiektywnie ale zawsze to pomoże w orientacji turysty.
Zacznę od jednego...od PIELEMIENI... pielmieni.. pieremieni.. plemieni.. wymowa w zależności od człowieka.. Są to pierożki wielkości naszych uszek z farszem mięsnym z przyprawami. Skleja się je ręcznie... i są wielkości.... a zobaczcie sami.. :) Koniecznie je się je w towarzystwie PIEPRZU I OCTU !!!
po takim talerzu
pierożków człowiek nabiera ochoty.. Ja objadałem się nimi przez 2 lata w
zasadzie .. wyłącznie jadając je "na mieście" i muszę przyznać, że nigdy nie
spotkałem się ze źle przygotowanymi....:) To moje danie numer 1 !! :)

A to w restauracji MANDRYKI mieszczącej się w uliczce
prostopadłej do Prospektu Swobody i niewykluczone, ze jest to ulica
Doroszenka :). Po moich zachwytach nad pielmieniami, i pobycie w toalecie
(trzeba przejść przez zaplecze, kuchnię i jeszcze coś... pani przyniosła mi
pokazać, że są one robione ręcznie na miejscu !! Chylę czoła.. :)
Mandryki to też nazwa staroukraińskiego dania : barszcz "polski" czyli.. czysty barszcz ukraiński bez warzyw w środku + okrągła bułka ciasto drożdżowe w środku zapiekany żółty ser z grzybami. Oczywiście na ciepło. :) Bardzo dobre. Do tego kieliszek wina... i można zacząć biesiadowanie po Lwowsku !! :). Jednak w mandrykach wyczuwa się czujny wzrok obsługi (jest tych pań hohoho ja naliczyłem 6; a raz trafiłem na .. obiad personelu, który był jedzony... na miejscu; dobry to znak dla głodnych hehehe), tzn. nie jest to lokal do przesiadywania z przyjaciółmi. Ot przyjść, zjeść i pójść... Za to atrakcją jest .. "bily" kotek białej maści przechadzający się swoimi drogami po sali i zapleczu.
S T R O N A W P R Z Y G O T O W N I U
(poszedłem coś zjeść!! )