Ukraina WITAE WAS... głosi napis na
budynku przejścia drogowego od strony Polski w Medyce-Szeginiach... śmiejemy
się, że z drugiej strony pisze (lub -jest napisane- w wersji poprawionej przez
Killera) MAMY WAS!!! :) ale.. my
przechodzimy przejściem pieszym w czwartek rano... ale zanim dojdziemy
musimy dojechać do Przemyśla PKP pośpiesznym
z Rzeszowa (20zł) o 6:17 na
7:40 jesteśmy. Tunelem na postój busów do Medyki (2zł). W międzyczasie proponują
nam podwiezienie do Lwowa za 80 zł. samochodem... hmm... ciekawe czy
jakiegoś "jelenia" złapią.. o 8 z minutami przechodzimy polską granicę, bez
problemów.. zmieniamy czas na 9.... i idziemy długim korytarzem w kierunku
Ukrainy.. po drugiej stronie poruszenie.. Zastępy, grupy z siatkami,
reklamówkami - głównie kobiety - po ok. 40 osób
z opiekunem w "patelni" na
głowie (ukraińscy mundurowi mają czym straszyć!) stoją karnie i czekają
na... możliwość zarobienia kilku dolarów na papierosach
i wódce. Nikt nie ma
złudzeń, nerwowa atmosfera.. wpuszczą czy nie.. będą sprawdzać.. ktoś pyta
jacy są celnicy? Czy spokojnie? Hmm.. skąd Ja mam wiedzieć... Idziemy
dalej... Paszport.. chwila napięcia.. sprawdzanie w komputerze.. i ..
wchodzimy.. na dalszą część chodnika.. mijając 5 grupę do Polski... Teraz
poruszenie.. Pogranicznik bierze paszporty, "Polaki" .. mówi i kieruje.. po
ubezpieczenie.. 12 hrywien i nie ma zlituj. Nie pomaga, że to bezprawie, że mamy
własne ubezpieczenie, UkrMedStrach neon wisi.. Kobietka wyglądająca na 16-latkę
nieubłagana... i płacimy.. przeklinając idziemy szukać pojazdu do Lwowa.. Jest..
facet oferuje za... 20 USD !! czyli 102 hrywny!!! No nie .. .. mówię, że za te
pieniądze to na piechotę kogoś zaniosę.. i idziemy spokojnie w kierunku zatoczki
i przystanku.. stoi Marszrutka.. :) za 5 minut odjazd.. cena 6 (SZEŚĆ!!)
hrywien. Odwracamy się, szukając "szofera" za dolary... nie ma go.. :)
jedziemy... była godzina 9 (czasu ukr.) ludzi przybywa z każdym przystankiem i
do Lwowa dojeżdżamy w nadkomplecie.. Miła pogawędka z młodym człowiekiem,
który narzeka, że nie ma czasu po 6 samochód do Polski pojechać.. a konkretnie
do Szczecina, skąd mu sprowadza z Niemiec znajomy za 150 USD + na paliwo.. ,
potem dzwoni, jaki znalazł, za jaką cenę, rocznik etc. i przewozi do Szczecina.
Śmieje się, że już go Polscy celnicy znają.. a za paszport dał 500 USD!! takie
stawki.. choć teraz mają wprowadzić paszporty jak karty kredytowe "czipowe" i
tego się trochę boją.. bo do podrobienia gorsze. Zarabia ok. 400 hr. (czyli ok.
80 USD pracując w prywatnej firmie we Lwowie handlującej częściami do
ZIŁ-ów, których mnogo po tej stronie. Nie narzeka, pogodny i wesoły.. w
Rzeszowie widział w salonie Alfę-Romeo po którą musi się wybrać... :) luzik,
fajny człowiek... przedmieścia Lwowa.. Duże przedstawicielstwo Daewoo - chyba tu ratują skórę- Lotnisko po prawej.. i... wjeżdżamy pod Wakzal
Główny LWÓW.. pod dworzec kolejowy ... jest 11 ..
Po krótkim spacerze po dworcu, całkiem bezpiecznym,
ponieważ kręci się tu mnóstwo ochrony, policji, wojska i Kto Ich Tam Wie w
mundurach i "patelniach". udaliśmy się za budkę z gazetami gdzie.. był
przystanek tramwajowy. Do Centrum, pod Teatr Opery i Baletu jedzie 1 i 9. Myśmy
wsiedli do 9.. zapłaciliśmy konduktorce 50 kopiejek, schowała do kieszeni w
fartuchu i dała nam bilety. 9 okazało się jedzie do centrum ale.. naokoło..
także podziwialiśmy widoki.. ulicy m.in. Ivana Franki dojeżdżaliśmy już w
znajome miejsca i... pech.. coś zatarasowało drogę tramwajowi.. trwało to i
trwało... w końcu motorniczy wysiadł, rozłożył ręce i.. wyszliśmy.. okazało się,
że jesteśmy blisko celu... 11:30... Pożegnaliśmy się z towarzyszem
podróży (który poszedł na nocleg, z człowiekiem poznanym pod
pomnikiem A. Mickiewicza) i poszliśmy szukać ... karty do telefonu... problem..
w całym centrum nie ma kart do telefonu ani poczty.. (okazało się, że
przechodziliśmy koło niej zaraz po wyjściu z tramwaju) próbowałem pożyczyć
impuls.. odkupić.. nic.. mit uprzejmości lwowian.. prysł... kupiłem wreszcie
karte. 240 impulsów. za 14 hrywien i .. przy 3 automacie z pomocą
sprzedawczyni z budki udało się połączyć z Galiną - naszym noclegiem :)
ok. 12.. wyłożyliśmy się na łózkach w kamienicy nr 43 na Prospekcie Swobody...
tuż przy .. Teatrze Opery i Baletu :):). Lokalizacja warta 30 hrywien za noc od
osoby.
Po krótkim zregenerowaniu sił udaliśmy się w Pierwszą Trasę... zaczęliśmy
od Teatru Wielkiego...
Z Prospektu Swobody, przechodząc koło pomnika Adama Mickiewicza udajemy się na lwowskie corso czyli Prospekt Szewczenki
Idziemy tą ruchliwą ulicą i dochodzimy do Placu Akademickiego, na którym stoi pomnik Michała Hruszewskiego (1866-1934) jednego z najznakomitszych historyków ukraińskich. Tu troszkę błądziliśmy szukając następnego punktu wg. przewodnika "Lwów miasto wschodu i zachodu" www.rewasz.com.pl z którego m. in. czerpię tą wiedzę.
Dalej idąc ulicą Dragomanowa dochodzimy do budynku biblioteki uniwersyteckiej. Ponoć w środku ładna.. z zewnątrz.. koszmar z długimi wąskimi oknami, o charakterze jakby bardziej obronnym niż intelektualnym.. Idąc dalej docieramy do pałacu Dunikowskiego, obecnie Muzeum Narodowe.
Z Cytadeli schodzimy w dół.. i spotykamy .. niespodziewanie.. ślad polskości... studzienkę kanalizacyjną... inż Słowik Lwów
Na przeciwko kościoła św. Łazarza znajduje się ulica Stepana Bandery, powstałą jako droga prowadząca do dworca kolejowego i na początku nazywana była Nowym Światem, a później imieniem Leona Sapiehy.
Ulica bandery kończy się placem Kropiwnickim (dawny pl. Solarni, a przed 1944 pl. Abpa J. Bilczewskiego), na którego środku stoi kościół Św. Elżbiety, z daleka widoczny, witający gości swymi smukłymi wieżami.
Jesteśmy na ulicy Gorodockiej (Gródeckiej) i zmierzamy do końca wędrówki... spoglądając na brukowaną jezdnię, ( austriacką kostkę chcą wykupić ..Austriacy to najnowsza nowina we Lwowie!!), oglądając XIX wieczne kamieniczki.
Gorodocką dochodzimy po gmach Opery i.. kończymy I wycieczkę po Lwowie ...